O tym, jak sztuka wspiera dobrostan

sty 20, 2026 | Blog | 0 komentarzy

Zdarzyło Ci się kiedyś stanąć przed dziełem sztuki wizualnej; rzeźbą, obrazem, fotografią i poczuć, że świat na moment zwalnia? Że natłok myśli lekko przycicha i robi miejsce czemuś, czego nie potrafimy do końca nazwać, ale co przynosi uczucie ulgi, spokoju, ukojenia. Tak mam i jednocześnie zdarzało mi się myśleć o sztuce jak o czymś odświętnym, nieprzeznaczonym dla mnie, trochę onieśmielającym i niedostępnym. Tymczasem nauka podpowiada, że spotkanie z pięknem to dla ludzkiego układu nerwowego jedna z najbardziej naturalnych form autokorekty i powrotu do siebie. To doświadczenie jest jak głęboki, uważny oddech. Tu zupełnie nie liczy się „użyteczność”, ale czysta, bezinteresowna obecność tu i teraz. Nasz mózg w tej krótkiej chwili przestaje „pracować” nad rozwiązaniami, a zaczyna po prostu odczuwać. To wtedy w naszych głowach rozświetlają się te same obszary, między innymi kora oczodołowo-czołowa i prążkowie, które odpowiadają za system nagrody. To dokładnie te same „ścieżki przyjemności”, które aktywują się, gdy jemy coś pysznego, słuchamy ukochanej muzyki czy czujemy bliskość kogoś ważnego. To niesamowite, ale dla neuronów piękno jest realną, biologiczną korzyścią, niemal jak „pokarm”. Ten nagły błysk estetycznego zachwytu zmienia chemię w naszej głowie, działając jak naturalny, kojący zastrzyk dopaminy, który natychmiastowo poprawia nam nastrój. Ale to nie tylko chwilowa radość. Ta zmiana staje się mostem do homeostazy, czyli naszej wewnętrznej bazy, w której organizm odzyskuje równowagę. Naukowcy tłumaczą, że doświadczenie piękna ma dla nas „wartość homeostatyczną”. Pomaga naszemu ciału wrócić do optymalnego stanu funkcjonowania, wycisza chaos i daje układowi nerwowemu sygnał, że znów może czuć się bezpiecznie.

Muzeum jako przestrzeń wytchnienia

To, co dzieje się pod naszą skórą, gdy stajemy przed płótnem, jest dla mnie jedną z najbardziej poruszających opowieści o ludzkiej potrzebie spokoju. Termin „neuroestetyka”, choć brzmi poważnie, mówi nam o prostych rzeczach. O tym, że serce naprawdę bije spokojniej, gdy pozwalamy sobie na zachwyt. Nie jest to tylko metafora, bo nauka widzi to bardzo konkretnie w: spadku ciśnienia skurczowego krwi; obniżeniu poziomu kortyzolu, czyli głównego „hormonu przetrwania”. Kiedy patrzymy na piękno, nasz układ przywspółczulny, odpowiedzialny za odpoczynek i regenerację, wysyła sygnał do całego ciała, że walka się skończyła. W tym samym czasie w naszej korze oczodołowo-czołowej (to takie centrum dowodzenia przyjemnością w mózgu) zapala się światło, które mówi nam: „to jest dobre, to jest bezpieczne”. To właśnie to połączenie, wyciszenia stresu w ciele i aktywacji układu nagrody w głowie, sprawia, że czujemy tę charakterystyczną, głęboką ulgę. To biologia, która w ułamku sekundy zamienia napięcie w kojącą obecność.
Co najważniejsze, ten spokój wcale nie zależy od tego, czy obraz nam się „podoba” w tradycyjnym sensie. Chodzi o „przyjemność”, którą dziś możemy tak wyraźnie obserwować w badaniach Firm, o stan, w którym nasz mózg, a konkretnie kora przedczołowa, wysyła nam kojący sygnał: „Tutaj jesteś bezpieczna, tutaj możesz przestać czuwać”. W przeciwieństwie do sterylnych przychodni, muzeum to przestrzeń, która nas nie stygmatyzuje, a zaprasza do dobrych wspomnień i bezpiecznej regeneracji. Nasze neurony odpoczywają przy tym, co proste, zrozumiałe, odnajdując w tej dostępności i „łatwości patrzenia” miejsce na zebranie sił. To tak bardzo potrzebne w naszej przebodźcowanej codzienności, by na chwilę zawiesić czujność i pozwolić się sobą zaopiekować.

Czego uczy nas piękno?

Współczesna edukacja coraz częściej sięga po tzw. Art-Based Learning (uczenie się poprzez sztukę), i nie chodzi tu wcale o lekcje plastyki. Sztuka staje się narzędziem do budowania empatii i uważności. W jednym z badań studenci pielęgniarstwa, analizując obraz „The Sickbed” Leny Cronqvist, wykazali znacznie większą zdolność do rozumienia emocji pacjenta niż grupa, która uczyła się teorii z podręczników.
Dlaczego tak się dzieje? Obraz zmusza nas do wyjścia poza schematy. Angażuje nasze neurony lustrzane, pozwalając nam „poczuć” stan drugiej osoby bez ryzyka bycia przytłoczonym. W pracy nauczyciela czy psychologa to bezcenne. Sztuka uczy nas patrzeć uważniej, widzieć niuanse i akceptować wieloznaczność, co w dzisiejszym, czarno-białym świecie jest umiejętnością na wagę złota.
Paradoks smutnych obrazów
Zastanawiam się czasem, dlaczego tak chętnie wracamy do obrazów, które karmią nas melancholią, osamotnieniem, a czasem wręcz bólem. Przecież z pozoru nie ma w tym sensu. Po co dokładać sobie ciężaru w i tak wymagającej codzienności? Psychologia tłumaczy to zjawisko w sposób, który daje mi poczucie spokoju. Chodzi o „dystans psychiczny”. Kiedy stajemy przed kruchym, błękitnym smutkiem „Starego gitarzysty” Pabla Picassa albo czujemy przenikliwą samotność bijącą z ikonicznych „Nighthawks” Edwarda Hoppera, podświadomie wiemy, że ta historia dzieje się bezpiecznie poza nami, wewnątrz ramy. To nie jest nasze realne zagrożenie, to opowieść. Dzięki temu możemy na chwilę zbliżyć się do własnych, schowanych głęboko trudnych uczuć, ale bez ryzyka, że nas one przytłoczą. To taki czuły, emocjonalny poligon, na którym oswajamy lęk czy stratę, zamieniając je w kojące doświadczenie estetyczne. Nawet w pełnej niepokoju, a jednak zachwycającej „Gwieździstej nocy” Vincenta van Gogha, nasz mózg odnajduje nagrodę. Przekuwamy ten smutek w coś pięknego i dającego się nazwać, co przynosi ulgę i pomaga odzyskać wewnętrzną równowagę. To niesamowite, jak sztuka pozwala nam dotknąć cienia, by ostatecznie wyprowadzić nas z powrotem na światło.

Refleksja na koniec

Doświadczanie sztuki nie wymaga od nas wiedzy historycznej ani dyplomu z ASP. Wymaga obecności i zaprasza do dialogu z samym sobą, w którym jedynym celem jest powrót do homeostazy, upragnionej równowagi i jednogłosu ciała i umysłu. Jeśli zastanawiasz się, jak zaprosić to kojące doświadczenie do swojej codzienności, gdy do najbliższego muzeum czy galerii jest daleko, spróbuj zacząć od małych, czułych kroków:
• Praktyka „Slow Looking”: Wybierz jedną grafikę, zdjęcie w albumie lub reprodukcję i poświęć jej 5-10 minut. Nie analizuj techniki. Po prostu patrz. Pozwól oczom błądzić po liniach i kolorach, sprawdzając, co ten widok robi z Twoim oddechem.
• Domowa galeria uważności: Postaw na biurku lub szafce nocnej jedną kartkę z obrazem, który Cię porusza. Niech to będzie Twoja „kotwica spokoju”, na której zawiesisz wzrok w trudniejszym momencie dnia.
• Wirtualne podróże: Skorzystaj z darmowych platform (jak Google Arts & Culture), by odwiedzić galerie na drugim końcu świata. Usiądź wygodnie z kubkiem herbaty i „pobądź” w sali z obrazami Moneta czy Turnera bez wychodzenia z domu.
• Sztuka, która jest blisko: Pamiętaj, że dla Twojego mózgu estetycznym ukojeniem może być też spacer w stronę zachodzącego słońca czy patrzenie na linię gór. Natura to najstarsza galeria świata, która zawsze jest otwarta.

Czego dziś potrzebuje Twoje oko, by Twoje serce mogło odetchnąć? Może dziś to będzie barwa, linia, kształt, światło?

Źródła / inspiracje: Artykuł powstał na podstawie przeglądu badań: Mastandrea, S., Fagioli, S., & Biasi, V. (2019). Art and Psychological Well-Being: Linking the Brain to the Aesthetic Emotion. Frontiers in Psychology, 10, 739.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *